Święto Niepodległości w londyńskim Royal Albert Hall

11 listopada 2018 roku w londyńskim Royal Albert Hall, w rocznicę stulecia odzyskania niepodległości przez Polskę, odbył się wyjątkowy koncert, który zaszczyciła swoja obecnością min. Anna Maria Anders.W wypełnionej po brzegi najsłynnijszej sali koncertowej wśród 5-tysiecznej widowni obecni byli m.in. syn Księcia Kentu wraz z małżonką, Ambasador RP w Londynie Arkady Rzegocki, Konsul Generalny RP Mateusz Stąsiek wraz z małżonka oraz licznie zgromadzeni przedstawiciele całej Polonii londyńskiej i z Wysp Brytyjskich. Jeden z nich syn znanej działaczki Emigracji niepodległościowej Anny Moszczyńskiej p. Wiktor Moszczyński opisał to tak:

“Muszę od razu powiedzieć, że się nie zawiodłem. Nie wiedziałem, że będę czuł taką dumę, szczególnie podczas pierwszej części z udziałem London Gala Orchestra pod kierownictwem Stephena Ellery’ego. Ellery brał udział w procesie twórczym aranżacji wielu znanych nam polskich melodii, które mogliśmy przeżyć tak, jakbyśmy te piękne utwory słyszeliśmy po raz pierwszy. Usłyszeliśmy „Czerwone maki na Monte Cassino”, „Warszawiankę”, „Pierwszą Brygadę”, „Rotę” w wykonaniu chórów z Polski i z Londynu (m.in. nasze niezawodne Ave Verum).

Co mnie szczególnie wprawiło w dumę była reakcja przeszło 5 tysięcy w większości polskiej widowni w pięknym otoczeniu historycznej sali koncertowej, która przeżywała wspólnie i entuzjastycznie każdy występ i każdego artystę. Były tu i starsze pokolenia, które przybyły, aby uczcić Święto Niepodległości, przybyli ludzie w średnim wieku, aby wysłuchać popularnych artystów z lat 80., przybyli ludzie młodsi zwabieni możliwością spotkania się w Londynie z Edytą Górniak czy zespołem Lombard.

Rzecz niesłychana jak na polską uroczystość. Nie było ani jednego przemówienia! Nawet nie witano nikogo z licznych wybitnych gości. Format i treść nie hołdowały żadnym autorytetom. Na okładce bogatego i darmowego programu, pełnego zdjęć artystów i treści znanych piosenek, ukazały się zdjęcia pięćdziesięciu sześciu najwybitniejszych Polaków z ostatniego stulecia. Lecz nie było wśród nich żadnych ówczesnych polityków, najwyżej tylko ikonowe postacie Lecha Wałęsy i Anny Walentynowicz. Program zawiera 10-stronicowy opis historii stulecia niepodległości pióra Normana Daviesa, stonowany i wyzbyty wszelkich patologicznych przechwał o Polsce, a jednak oddający odpowiednią pochwałę dla tego co Polska w tym stuleciu osiągnęła, mimo tylu lat niewoli, zniszczeń i upokorzeń.

Artyści obdarzali publiczność owocem talentu i emocji, a publiczność odwzajemniała się stukrotnie w swoim wyraźnym entuzjastycznym zachwytem. Okrzyki powitania, wspólne śpiewy, brawa, łzy wzruszenia, błyski z latarek z smartfonów błyszczące w ciemności jak piękna noc gwiaździsta. Nie spodziewałem się, że polska publiczność z tylu różnych pokoleń i środowisk jest tak eklektyczna w swoim odbiorze. Najwyżej tylko paru starszych osób narzekało na hałaśliwe występy rockowe. Brakowało chyba momentów humoru, których mogliby byli dostarczyć twórcy jak Boy czy Hemar. Może też wersja rockowa „Murów” Kaczmarskiego za bardzo zagubiła się w swoim artyzmie, a za mało dała nacisku na same słowa ostrzegawcze tego utworu, teraz szczególnie, gdy groźne, stare mury odrastają na kontynencie europejskim.

Na koniec, wielkie brawa dla Janusza Sikory Sikorskiego który już 5 lat temu zarezerwował Albert Hall, planował, zbierał fundusze, wybrał program i artystów, których zwerbował bez wszelkich honorariów. Na początku organizacje polonijne i państwowe narzekały na jego osobliwe podejście do organizowania spektaklu, które powinno było być, ich zdaniem, owocem pracy wielu organizacji polonijnych. Lecz wiadomo, że komitety nie tworzą rumaków, a najwyżej skonstruują wielbłąda, a tu zwyciężył upór i wizja jednego społecznika, który wiedział co i jak zorganizować. Wreszcie fundusze wpłynęły i od polskich firm i fundacji, a bilety były już wysprzedane osiem miesięcy temu. Sikora Sikorski swój cel osiągnął. Stworzył coś z czego potem każdy uczestnik był dumny że w tym brał udział, niezależnie od tego, czy był na scenie, czy za kulisami, czy na widowni. Januszu, dziękujemy.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kontynuując przeglądanie tej strony, domyślnie akceptujesz użycie ciasteczek tzw. cookies. więcej...

Ustawienia cookie na tej stronie są ustawione domyślnie na "zezwalaj na pliki cookie", aby dać Ci najlepszy sposób przeglądania z możliwych. Jeśli w dalszym ciągu korzystasz z tej strony, bez zmiany ustawienia plików cookie lub klikając na przycisk "Akceptuję", wyrażasz na to zgodę.

Zamknij